poniedziałek, 11 lutego 2013

walim w tynki.

Cześć, cześć, witam Was po niekrótkiej przerwie. Szczerze mówiąc myślałam, że ten blog jednak przyciągnie kilku czytelników, cóż to chyba tylko moje bardzo pobożne życzenie, tylko w jaki sposób go wypromować? Kiedyś miałam bloga, gdy byłam, cóż mówiąc wprost gówniarą, to jakoś tak ludzie mogli z głównej strony przeglądać nowe posty itd., ale nie o tym miało być dziś.
Niedawno przeżyłam niesamowicie szałowe święto jakim jest tłusty czwartek, prawdopodobnie do dziś nie pozbyłam się efektów ubocznych, które dotknęły moją figurę po tym jak postanowiłam skosztować kilka (tak kilka!) okazałych sztuk pączkowych cudeniek, a już nadchodzi kolejne święto a mianowicie Walentynki.
Ciężko nazwać to świętem, właściwie dzień jak co dzień i tyle - oraz zdanie, które ciągnie się za tym dniem, że miłość można wyznawać 365 dni w roku, a i owszem, to prawda. Powiem tak: dzień ten mnie "ani ziębi, ani grzeje". Fajnie jest czuć, że ma się wtedy kogoś bliskiego - zresztą fajnie to czuć codziennie, ale jeśli akurat jesteśmy sami, to też tragedii nie będzie. Przecież bycie osobą wolną czy typowym singlem, kimś kto czeka na właściwą osobę nie jest złe prawda? Przecież to nasze życie i nie musimy szukać kogoś na siłę tylko dlatego, że inni kogoś teraz mają, albo że mijamy wiele par na ulicy. Teraz możemy być sami, za dwa dni się zakochamy i tyle. Życie toczy się jak w kalejdoskopie - nie ma powodu oceniać czegoś pochopnie.
Ja osobiście mogę powiedzieć, że nie jestem sama, te kilka lat związku nauczyło mnie, że walentynki to tylko jeden dzień, jedno słowo i tak naprawdę czy spędzimy go jedząc kolacje przy świecach, ucząc się na egzamin czy jedząc chipsy przed tv, to tak naprawdę nie ma znaczenia :)
Każdy z nas sam zdecyduje jaki ma stosunek do tego dnia i w jaki sposób go spędzi. Róbmy tak, abyśmy czuli się jak najlepiej i nie żałowali żadnego dnia z tych 365 dni w roku :)

niedziela, 3 lutego 2013

Czytniki.

Kontynuując tematykę czytelniczą, którą zaczęłam w poprzednim poście, chciałabym dziś napisać co, nieco o czytnikach ebooków. W tej chwili jest to kategoria na rynku, która w znacznym tempie zaczęła się rozwijać (co strasznie mi się podoba, może więcej ludzi będzie czytać książki :) Prawdopodobnie większości z Was nie zaskoczę informacjami, ale mam nadzieję, że znajdą się osoby, którym ten post pomoże i być może zachęci do posiadania tego cuda.
Na rynku możemy znaleźć tak naprawdę dwie główne kategorie ebooków : te kolorowe (z wyświetlaczem TFT) oraz z obrazem czarno-białym (e-ink, o-paper itp.). Tych pierwszych nie polecam jeżeli ktoś jest głownie nastawiony na czytanie, owszem obejrzymy na nich film czy posłuchamy muzyki - działają na zasadzie tableta, ale nie będziemy w stanie patrzeć przez dłuższy czas na świecący wyświetlacz i szybko popsujemy sobie oczy. Czytniki e-ink są całkowicie przyjazne dla naszych oczu i co bardzo praktyczne - bateria w nich trzyma naprawdę długo. Ważne jest, aby wybierając taki czytnik zwrócić uwagę na kontrast, wtedy zdania będą dobrze widoczne. Jednym z najpopularniejszych czytników z tej kategorii jest amazon kindle. Jest wiele tańszych i równie dobrych alternatyw na rynku, są większe (7cali) czy całkiem małe wersje mini, w sam raz do kieszeni (4,3cala). Wszystko zależy od Waszych upodobań.
Co do ebooków, nie ma co się załamywać, że to duży wydatek (tak, czasami nawet równy z książką papierową), ponieważ w internecie można znaleźć mnóstwo takich książek. Polecam chomikuj.pl, szukajcie w formacie epub, gdyż dobrze się z nim pracuje na czytniku, a pdf nie jest, aż taki łaskawy :)
Uważam, że czytnik jest fajną alternatywą dla książek. Dzięki niemu nasze półki nie będą się uginać pod ciężarem papieru, a ulubione powieści (nawet 3000 sztuk) zmieścimy w każdą torbę czy nawet kieszeń.



sobota, 2 lutego 2013

Planeta Dobrych Myśli

Dzisiejszego dnia chyba nie mogę zaliczyć do szczególnie udanych. Nie zrobiłam tego co zamierzałam, pogoda deszczowa, mało energii do życia, nic ciekawego, dlatego postanowiłam umilić ten wieczór opowiadając o pewnej książce, która zwróciła moją uwagę.
Jakiś czas temu przechadzając się między półkami Biedronki, tak biedronki :) natknęłam się na regał, na którym była fajnie wyglądająca książka - mały format w bardzo kolorowej sztywnej oprawie. Bez zastanowienia wzięłam ją w ręce. To książka Beaty Pawlikowskiej - Planeta Dobrych Myśli. 


Nie mogłam sobie jej odmówić i w sumie nie żałuję. Generalnie nie ma w niej dużo tekstu, także można przeczytać ją w 2-3h, ale jakość tych zdań robi wrażenie. W książce znajdują się krótkie teksty i przemyślenia, które (tak uważam) mają nas pozytywnie nastawić do życia, są w niej świetne rysunki autorki oraz niektóre strony zapisane jej własnym pismem.




Myślę, że każdy w tej książce znajdzie coś dla siebie, aczkolwiek moja przyjaciółka stwierdziła, że fajna i przyjemna lekturka, ale jest w niej tyle zdań, które chciałaby zapamiętać, że aż za dużo hehe:) No tak, teoretycznie jeśli cała książka zawiera w sobie jedno przesłanie to łatwiej to zostaje w pamięci. 
Powiem tak, sprawa naprawdę godna polecenia. Fajnie jest mieć coś takiego na półce zwłaszcza, gdy mamy gorszy dzień lub gdy wydaje się nam, że nic nam nie wychodzi...

Początki są trudne.

Dzisiaj się jeszcze nie wysilę szczególnie zachęcającą notką, mam mało czasu (sesja, o zgrozo, kto to wymyślił pytam?), nie mam też określonej drogi, którą będę szła prowadząc tego bloga. Naprawdę chciałabym, aby znalazło się tu wszystko, co jest fajne, dobrze się kojarzy czy też jest interesujące. Ten blog z pewnością będzie się chylił w stronę kobiet, także wybaczcie mężczyźni :) Nie, nie - każdy ma tu dostęp, zapraszam oczywiście wszystkich. Domyślam się, że tej notki raczej nikt nie przeczyta, a przynajmniej teraz, puki ta strona jest świeżynką, ale jakoś zacząć trzeba, prawda? Życzę miłego wieczoru i zapraszam do lektury, kiedy już pojawi się coś konkretnego :)